- Pan próbuje pokazać, że jestem normalnym człowiekiem przez to,
że mam jakieś hobby. Myślę, że normalność księdza polega na tym,
że jest po prostu księdzem - mówi ks. Andrzej Parys
Oprócz krzyża papieskiego parafia św. Maksymiliana Kolbego na warszawskim Służewcu Przemysłowym ma też ołtarz, przy którym Ojciec Święty sprawował wówczas Mszę św. Podzielono go na cztery części i wmurowano w boczne ołtarze.
- Krzyż papieski i ołtarz to dar Prymasa Wyszyńskiego, który włożył wiele wysiłku w powstanie naszej świątyni - mówi Waldemar Snaczke, prezes parafialnej Akcji Katolickiej. - Przy krzyżu wierni dzień i noc palą znicze, kładą kwiaty. Po śmierci Ojca Świętego powstała idea, żeby drugiego dnia każdego miesiąca modlić się przy nim.
Nie będzie rozmowy
Do parafii przyjeżdżam przed umówionym terminem. Wchodzę do kancelarii. Czeka tam proboszcz ks. Andrzej Parys. Ale nie chce ze mną rozmawiać. Nie godzi się, by opisywać parafię oczami proboszcza. Tłumaczy, że także media katolickie wzmacniają przekonanie, że parafia i Kościół to księża. Laikat jest pokazywany w sposób niepełny, choć czasami dorzuci się głos osoby świeckiej, jak rodzynek do ciasta. Tymczasem parafia - mówi - powinna być prezentowana przez świeckich, którzy w niej żyją i są Kościołem. Proboszcz może dopowiedzieć to, czego oni nie wiedzą. - Jeżeli w gazetach katolickich mamy promować nowy obraz Kościoła, to trzeba pokazać Kościół żyjący, działający poprzez świeckich - kwituje ks. Andrzej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Z bonami do sklepu Caritas
Reklama
Grażyna Żak kształtuje swoją parafię poprzez aktywność w Akcji Katolickiej i Caritas. Uważa, że duchowość parafii, której patronem jest św. Maksymilian Kolbe wyraża się poprzez pracę charytatywną i solidarność z tymi, którzy znaleźli się w trudniejszej sytuacji.
- Mamy wiele rodzin ubogich, często z przyczyn niezawinionych - wyjaśnia. - Bezrobocie dotyka jednego, czasami obojga małżonków. W rodzinie rośnie bieda, w której najbardziej cierpią dzieci. Naszym zadaniem jest je wspierać.
Rodzin ubogich materialnie, niekiedy także patologicznych, parafialna Caritas ma 60. Przydziela bony na artykuły spożywcze, które można realizować w parafialnym sklepie Caritas, który głównie po to został otwarty. Niewielki zysk z niego wędruje do parafialnej świetlicy.
Na terenie parafii jest jeszcze 120 osób chorych. W Caritas natomiast działa 17 osób. Na taki ogrom pracy to niewiele, dlatego w niesienie pomocy włączają się wolontariusze: dzieci, młodzież, studenci, osoby pracujące, emeryci. Robią zakupy, wykupują recepty, niejednokrotnie refundują leki. Ale też umieją powiedzieć dobre słowo, porozmawiać.
Krzyże jak z zapałek
Waldemar Snaczke, który jest też nadzwyczajnym szafarzem Komunii św., uważa, że lokalizacja świątyni przy trasie przelotowej stwarza wprawdzie pewne problemy z dotarciem osobom starszym, ale też ją uwidacznia. - Można się zatrzymać, wejść do kościoła - mówi pan Waldemar.
O zmroku włącza się oświetlenie krzyża. Bryła budynku jest pełna symboliki. Architekt chciał, by przypominała oświęcimski bunkier, w którym oddał życie św. Maksymilian. Wieża kościelna to jakby krematoryjny komin. Nad nią krzyż przypominający krzyże oświęcimskie, robione przez więźniów z zapałek. Wewnątrz sufit surowy, betonowe żebrowanie, jak z Corbusiera, promieniście wznoszą modlitwy ku niebu. W bocznych ołtarzach duże witraże. - To dzieło Akcji Katolickiej - informuje pan Waldemar. - Rozprowadzamy cegiełki na wykończenie górnego kościoła. Kupiliśmy też organy, konfesjonały. Parafia ma dopiero 25 lat, a kościół był konsekrowany przez Prymasa Józefa kard. Glempa zaledwie w 1999 r. Dużo jest jeszcze do zrobienia.
Żeby dzieci nie siedziały pod blokami
Reklama
Od 15 marca ub. r. działa parafialna świetlica. Prowadzi ją Grażyna Żak. Mówi, że spełnia rolę integracyjną. Przychodzą dzieci z rodzin bogatych, biednych, patologicznych. Dotychczasowy rekord to czterdzieści dwoje dzieci jednocześnie! Pracownie, sala gimnastyczna, sala komputerowa z internetem, kuchnia, łazienka. Każde dziecko może zjeść obiad. - Zbieramy również dzieci z ulicy, żeby nie siedziały pod blokami.
Pracą w świetlicy udało się zainteresować wielu fachowców. Waldemar Wojtowicz prowadzi zajęcia plastyczne, Barbara Stojek - naukowiec z Uniwersytetu Warszawskiego - zajęcia przyrodniczo-geograficzne. Anna Czachorowska - język angielski, Janusz Kryłow rozmawia z dziećmi o matematyce, fizyce i chemii, Agata Piotrowska ma zajęcia teatralne. Student Politechniki Warszawskiej Rafał Żurawski odpowiada za koło modelarskie, gra na gitarze, śpiewa. Dzieci szczególnie lubią organizowaną przez niego karaoke. Studentka Uniwersytetu Warszawskiego uczy gry na flecie i cymbałkach. Dwóch psychologów rozmawia o problemach rodzin.
To wszystko jest bezpłatne. Niebawem będą prowadzone zajęcia korekcyjne. - Staram się „wyłapywać” parafian i ściągać ich do pracy w świetlicy - mówi Grażyna. - Jedna z parafianek, Helenka Rabińska, która zresztą pięknie śpiewa w chórze, ma także zdolności poetyckie, prowadzi kółko poetyckie.
W soboty zaś świetlica staje się klubem seniora. To nowa oferta. Chodzi o to, by emeryci wyszli z domów, żeby nie siedzieli samotnie. Już wyświetlono im film z uroczystości 25-lecia jubileuszu parafii.
Kapłaństwo - powołanie i hobby
Rozmowa z ks. Andrzejem Parysem, proboszczem parafii św. Maksymiliana Kolbego
- Jakim człowiekiem jest ks. Andrzej Parys?
- Przede wszystkim chcę być kapłanem. To jest i powołanie, i hobby. Nie szukam czegoś, co byłoby moją prywatną sprawą. Na pewno jestem wymagający. Lubię porządek.
- Lubi Ksiądz wziąć wieczorem gitarę, poczytać poezję?
- Pan próbuje pokazać, że jestem normalnym człowiekiem przez to, że mam jakieś hobby. Myślę, że normalność księdza polega na tym, że jest po prostu księdzem.
- Ale Ksiądz też je, śpi?
- Jem, śpię, czytam wiersze, książki, bywam w kinie, jeżdżę na urlop. Ale w życiu księdza nie to jest najistotniejsze. Nie to powinno zbliżać wiernych do niego. Gdy byłem ministrantem, to patrząc na księży w swojej parafii, w Kobyłce, mało mnie pociągało to, że któryś z nich jeździł motocyklem, grał na gitarze lub uprawiał jakiś sport. Dla mnie było znaczące, jak celebruje Msze św., jak głosi homilie, czy spotyka się z nami, ministrantami. Patrzyłem na księdza, który wypełnia swoją misję i to mnie przyciągało do Kościoła, do Pana Boga.
- Bycie proboszczem to ciężka praca?
Reklama
- Pan Jezus mówił, że mamy tracić swoje życie, żeby zyskać życie wieczne. O tyle prostsza droga do nieba, im bardziej człowiek się natrudzi. W dużej parafii jest mniej czasu na włączenie się proboszcza w różne duszpasterstwa. Proboszcz jest i od spraw gospodarczych, i administracyjnych, i duszpasterskich - od wszystkiego.
Dwa lata byłem proboszczem w parafii wiejskiej, w Chynowie - teraz, siódmy już rok jestem w parafii wielkomiejskiej. W Chynowie wierni mówili „nasza parafia”, „nasz kościół”. Tutaj, co mnie raziło zwłaszcza na początku, „państwa parafia”, „należymy do waszej parafii”. Samo to wyraża niezrozumienie, co znaczy być parafią.
- Udało się to zmienić?
- Nie chodzi o to, żeby odnieść sukces, żeby coś zmienić, tylko żeby pomóc ludziom przeżyć osobiste spotkanie z Bogiem i stworzyć wspólnotę Kościoła.
Rozmawiał Stanisław Klimaszewski